2

Poczuj tą chwilę z dzieciństwa, gdy matka już chciała iść z placu zabaw, a ty ostatnimi chwilami stawiałaś babkę z piasku. Ten prąd pod językiem który pojawia się na chwilę przed wyjściem z hukiem i na chwilę przed odpowiedzią na trudne pytanie. Teraz, gdy już go masz i czujesz, ubierz go w owalną mleczną powłokę, coś jak mgła. Zdmuchnij ją, to zdmuchnięcie, sam zamiar. On. On. To on jest wolą zmiany w czystej postaci, to on napędza mnie i daje więcej energii niż cała ta szopka. Ostatnio zauważam ją w twoich oczach, w ruchu twoich warg. W twoim milczeniu. 

Reklamy

Miłość… Ta chwila gdy gaszę gaz i zalewam kawę. 
Nadzieja… Że do moich nozdrzy za chwilę, nie dotrze, nie dotrze nic innego jak jej zapach. 
Wierzę… Że choć moje uczucia tak bezosobowe i głupie w swej prostocie dadzą mi na dziś choć namiastkę tego, co bym mógł doświadczyć mając ją tutaj przy sobie, mogąc dotknąć ją swoimi wargami i poczuć prawdziwe ciepło płynące z jej wnętrza. 
W tym słowotoku, który porównać mogę jedynie do śliny cieknącej z pyska wygłodniałego psa, staram się, 
Namiętnie… Jak na swój sposób umieścić to wewnętrzne pragnienie spożycia, obcowania z czymś co doda mi siły na resztę dnia i wiedzę, że gdy wrócę do domu to ona będzie na mnie czekać, tak po prostu. 
Nie słodzę.

Manifestacja

Wyobraź sobie małą wioskę, tak spokojną, jak rosnący przy niej las i płynąca nieopodal rzeka – Kochanowska sielanka. Tak, może to być wioska z twojego dzieciństwa. Słońce leniwie gramoli się ku górze, w oddali słychać ostatnie ryki jeleni, w końcu to już październik. Ptactwo wodne wszelakiego rodzaju, zrywa się do dalekiego lotu. Z wpółuśpionych domów, stare kobiety zmierzają do przydrożnych kapliczek, już blisko pierwszy listopada. 

Mgła tego dnia utrzymywała się ponad polami, nad wyraz silna, wręcz mleczna. Spokój tego miejsca, dający złudzenie jakby świętości, przerwały z gracją kościelne dzwony- wybiła siódma. Z małych łóżeczek, zaczęły wychodzić jeszcze mniejsze dzieci. Powoli lecz stanowczo, jadły śniadanie w swoich domach, przygotowywały się do szkoły, pakowały tornistry, wiązały buty, żegnały się ze swoimi matkami, babkami i zamykały za sobą drzwi, żegnając się z rodziną- „Bóg z wami”. 

W wiosce tej był blok, taka pozostałość po PRLu. Jeden samotnie górował nad resztą domostw. W tej paskudnej na skroś, pod względem architektury bryle, mieszkało kilka rodzin. Cała tamtejsza społeczność już zapomniała o pustym mieszkaniu. Dzieci spokojnym krokiem pokonują schody, mama mówiła by trzymać się poręczy i nie zeskakiwać z ostatnich schodków. Dziewczynki mijały tak kolejne piętra, gdy przechodziły obok ostatnich drzwi, rozległ się zza nich przeraźliwy krzyk małego dziecka: „MAMOO!!!” 
Dziecko darło się z całych sił, usłyszeli je sąsiedzi, dziewczynki pobiegły po rodziców. 

„Coś musimy zrobić!”, „Skąd ono się tam wzięło”, „Może to dziecko jakiejś bezdomnej kobiety?”, „Którędy tam wlazło? Piwnicą?!” W gąszczu pytań, zagłuszanym ciągłym, przeraźliwym krzykiem małego dziecka, można było wyczuć strach, nawet u mężczyzn. W końcu w to jest opuszczone mieszkanie! Tam nikt nie mieszka od lat! 
Pół wioski się zleciało, pod blokiem był już znaczny tłum. W oknach drabiny: 
-Widzisz coś? 
-Jaki syf w tym mieszkaniu! Nic nie widzę! 
Pod drzwiami klęczała młoda kobieta, mówiła do dziecka, uspokajała, ze szczeliny pod drzwiami wydobywał się smród zgnilizny, wylatywały muchy. Starania kobiety nic nie dały, dziecko darło się nieustannie- wezwano policję. 
„Jak nic włamała się tam bezdomna kobieta z dzieckiem i umarła! Stąd ten smród!” 
Ludzie wymieniali spostrzeżenia i teorie, zjawiła się policja! 
„Rozsunąć się! Wywarzamy! 
Raz!!! 
Krzyki ciągle nie ustają, nie wiadomo czy dziecko jest ranne- śpieszą się. 
Dwa!!! 
„MAAAMOOO!!! 
TRZY!!! 
Stare drewniane drzwi, wyleciały z zawiasów. Swąd okropny, krzyk nie ustaje. 
Głośny jak przejeżdżający pociąg, drżały szklanki na blacie stołu. Nigdzie nie ma zwłok, policja szuka dziecka- NIE MA! 

„To nie może być prawda!”, „Tu nie ma dziecka! Skąd ten krzyk, smród!” 
MAAAAMMMMMOOOO!!! 
Policjanci uciekli na zewnątrz, stare kobiety klęczały, wszyscy się przyżegali. 
Nie ma dziecka, a jest jego krzyk! Przecież to niemożliwe! Lament wzniósł się na podwórzu, młodzi popędzili po księdza. Ten po przybyciu wodą święconą tłum skropił, nikt nawet słowa nie wypowiedział, słychać było tylko wrzask małego dziecka. 
Ksiądz wszedł do mieszkania, prosił o modlitwy, skropił mieszkanie, i zapytał: 
– Czego chcesz duchu, że spokój tego domostwa zakłócasz? 
– Welichowska!!! 
Ksiądz zamarł, tłum modły wniósł głośne, a jeszcze głośniej pytano, dlaczego ona? 

Z tłumu wyłoniła się i Welichowska – stara kobiecina, wiele już w życiu jej oczy widziały. Ksiądz pytał, czy chce tam wejść? Odparła, że tak. Pytał czy chce modlitwy? Mszy? Poprosiła. 
Gdy przed blokiem kapłan mszę odprawiał, ta weszła do mieszkania. 
Nastała grobowa cisza, krzyki ustały. Nie było słychać nawet ptaków na drzewach, nikt nie ważył się nawet głośno szlochać. Stara kobieta wkroczyła do mieszkania, łzy w oczach miała, bo wiele lat w tym miejscu nie gościła. Wypowiedziała tylko jedno słowo głośno: 
-Roman? 
Tak. Odrzekł duch dziecinnym głosem, cicho, spokojnie. Ciarki po plecach przeszły mieszkańcom. Bo w końcu Roman, to był właściciel mieszkania. Ten zapomniany, tak jak i jego mieszkanie. Dopuścił się niegdyś czynu haniebnego, trafił za to na wiele lat do więzienia. Został zapomniany przez mieszkańców, lecz nie przez jego ukochaną. 
Modły ustały, ludzie nie mogli wypowiedzieć słowa nawet. Przerażenie mieszało się ze zdziwieniem, pytań więcej było, niż źdźbeł trawy na polanie. 

To koniec tej opowieści, a może jej pierwszego rozdziału? 
Uznacie to za mój wymysł, lecz zmartwię was moi mili. Czekam na notę policyjną z interwencji. Tak! Miało to miejsce w Osieku małym, tydzień temu. Zapytajcie mieszkańców, zamkną przed wami drzwi. 

Nazwiska i imiona są fikcyjne. 
Korekta językowa- Emmett.

 

 

http://scr.hu/0hu7/ecow8 
Gazeta „Nowa” – Trzebnica 
Nr. 886 – 2013-11-05 
(Ja kupiłem kolejny numer ) 
Tak więc wedle tego zamazanego ss: 

OSIEK 24 października 
Strażacy zostali(?) poproszeni przez policję o pomoc w wejściu do jednego z mieszkań. 
Sąsiedzi słyszeli płacz dziecka dobiegający z mieszkania, w którym od dłuższego czasu nikt nie przebywa. 
Strażacy wyważyli drzwi przy użyciu łomu(?) po czym przeszukali mieszkanie, które okazało się puste.

Link: 
http://nowagazeta.pl/2013/11/przeglad-wydania-nr-886/ 
Strona piąta, lewa kolumna, pierwsza informacja w kronice strażackiej. 

Czy w to wierzyć? 
Sam sobie odpowiedz. 

(P)o woli.

Dawno nie pisałem, są w życiu sprawy istotniejsze niż te zapiski(MAM ZAWÓD!), to oczywiste chyba dla każdego, na pewno dla mnie. Swego czasu chciałem całkiem zaprzestać pisania tutaj, taki malutki kryzysik, brak chęci, aspiracji, nie wiem sam. Dało mi to tylko do zrozumienia że w pisaniu tego bloga, jest troszkę samo zachwytu. Nie wiem czy jest on negatywny, staram się prowadzić go schludnie i w ładzie, często o nim myślę nawet… No ale powoli, unormowałem już to wszystko sobie i opracowałem, będę tu pisał jak będzie taka potrzeba, nie częściej, może zacznę wrzucać jakieś zdjęcia z tego wszystkiego co mnie otacza… Będziecie już nie tylko czytać moje, spisane tutaj myśli, ale i widzieć moimi oczami. Może nawet teraz wrzucę jakieś, wybiorę z telefonu, ale tak pod koniec, myślę nad 2-3 zdjęciami, co w nich widzę coś więcej… Dobra odchodzę od tego co tutaj chcę opisać.
Ostatnio przed snem, jak to już zwykłem w swoim krótkim życiu, snułem z nici marzeń przysennych, ubranka dla dzieci i dywan z traw, otaczający mój wyimaginowany dom. Nawet rabatkę zaplanowałem, wszystko stworzyło jeden spójny plan, zamieszkałem tam ze znajomą mi osobą, spędziłem tak chwilę w tym czymś, ni to sen ni marzenie. No i po tym jak już miałem jechać na zakupy w tym półśnie, naszła mnie myśl: Wyrazistość stworzenia, zależna od woli i postrzeżenia. No tak, im bardziej umacniałem swoją wolę, tym wyraźniejsze były moje myślowe pierdoły, a moje postrzeganie niejako wpływało na to wszystko kształtująco. Później wziąłem tą całą wole na warsztat. Co przez nią rozumieć? Co ona może? Skąd ona? Jeszcze chwytając ostatnie powiewy z drgań liści drzew wiśniowych, zmieniając je, w słońcu zamoczone, na myśli swych piękna pożogę, doszedłem do wniosku, iż wola jest istotą tego wszystkiego. To jest podstawa, macierz, rzecz najświętsza. Od niej się wszystko zaczyna i na niej opiera swoje istnienie. Wola istnienia, wola przetrwania, wola życia, wolna wola, wola jest motorem napędowym duszy. Cały ten tutejszy teatr jest zbudowany na woli kogoś z góry, mam tu na myśli ten absolut do którego się trafia na koniec, ale on jest czystą wolą. Wola z woli, Jestem który Jestem. Pułapki karmiczne opierają się wyłącznie na testowaniu naszej woli. W niej też znajdują się nasze wszystkie decyzje, ona kształtuje nasze postrzeganie. Co ta cała piękna wola nasza może? Silna wola pozwala wygrać z chorobą, wola człowieka tworzy cuda. No bo przecież dusza może nas tylko wspierać zza światów, a nie leczyć, po co by miał być zmieniany scenariusz przez tych z góry? Jedynie coś czym jest to wszystko, jakby narysowane, pozwala na zmianę tego co zaistniało, stąd też wierzę, iż cuda są dziełem woli człowieka. Z woli jest to wszystko stworzone, tak więc i wola może wszystko, ale… Gdyby wszystko było tak proste 99% ludzi pławiłoby się w luksusie i latało na swych skrzydłach łapiąc tych z góry za pięty. Nie można zapomnieć że tutaj jest jakby, plac treningowy, wszystko już opisałem po co ten świat zaistniał, nie muszę tłumaczyć. Wszystkiego tu nie wolno, są tutaj nadrzędne cele. Skąd ta wola? To najtrudniejsze pytanie, aż się zastanawiam dlaczego je sobie zadałem, skoro nie ma na nie odpowiedzi. Wola była jest i będzie. Jak było to wielkie nic- to to wielkie nic było wielką wolą, no i ta wielka wola będąc niczym miała dwie natury jak i wszystko na tym Świecie ma dwie natury. No i jakoś tak wyszło że wola w swej wolności postanowiła jak postanowiła i już. Ja nie wiem, pytajcie woli, ona sama najlepiej wie dlaczego jest jak jest, że jedna wola z drugą musi się mieszać.
Cóż, czas podsumować, zrobię to niewiarygodnie szybko, kartka A4 mi się kończy… coraz mniej miejsca… Wola jest tym czymś przy cząsteczce co to wszystko napędza, wola motorem napędowym, siłą natury, wola nami, wola muzyką bez źródła co duszę przepełnia w swej istocie.

Zdjęcie wrzucę jak dorwę kabel do telefonu.

Natura tego Świata.

Zacznijmy od postawienia sobie kilku pytań. Czym jest ten świat? Skoro jest coś po życiu, to czy tamto miejsce należy do naszego świata? Czy nasz świat jest realny? Starczy pytań na tą chwilę, bo inne wyjdą w trakcie pisania. Tak więc nasz świat, z natury jest czymś jakby grą komputerową, nie wiem nawet czy już to tutaj pisałem, może się powtarzam, no ale dobra. Wszystko tutaj jest wirtualne i ma za zadanie testowanie dusz, to jest miejsce gdzie człowiek jest stawiany próbom, wszystko jest „ukartowane”. Dusza zgadza się na swój scenariusz, te z kolei są ze sobą ściśle powiązane, tworzą coś jakby takie płótno. Nie ma przebacz że coś się nie stanie, zadawanie pytań typu „Co by było gdybym?” jest bezsensowne, bo i tak pomimo naszych starań wszystko ułożyłoby się zgodnie z ustalonym planem. Można by powiedzieć wszystko wyssane z palca, daj naukowy dowód na to co tu pierniczysz! No dobra, prędkość światła jest największa i nic nie jest szybsze od niej, więc jakim cudem bliźniacze cząsteczki oddalone gigantyczne odległości od siebie wykazują te same zachowania, nawet jeśli działamy tylko na jedną z nich? No to prędkość mamy z głowy, dwa skala temperatur jest skończona, podobnie z resztą istnieją najmniejsze jednostki, tak więc coś co buduje to wszystko, gdyby to była rzeczywistość, byłoby wszystko nieskończone 🙂 No ale może się mylę, bynajmniej fizykiem nie jestem, nie chcę, no ale dobra wracając do mojego marudzenia. Świat tutejszy ma też swoją „administrację” tak to nazwę. Chodzi mi o byty które nakierowywały inne na ścieżkę dającą optymalny rozwój duchowy, chodzi mi o tych których każdy zna, niektórzy nawet się do nich modlą, medytują, czy co tam się robi, inkarnowali tutaj parę tysięcy lat temu, pamięć o nich nie ginie, a nawet jest rozpowszechniana, wszystko jest piękne, cudowne, widzę siat przez różowe okulary, nie. Człowiek z natury swojej, wynikającej z inteligencji z resztą, ma smykałkę do interesów, naturalnie nie wypowiadam tu krucjaty któremuś z wyznań, nie mam takiej potrzeby, zwyczajnie człowiek nawet w świątyni zdolny jest postawić sklep, wszystko jest przetwarzane, przerabiane, powstają nowe znaczenia prostych słów i w ogóle to już nie wiadomo o co autorowi tak na prawdę chodziło, czy chce nas zbawić, czy tez mówi że trafisz do piekła i się módl u nas by było inaczej! Dobra koniec tego tematu, wracam do głównego. Świat jaki znamy jest stworzony, to nie podlega wątpliwości moim zdaniem i jeśli jest tak, to czy aby reguły na nim panujące nie są umowne? Pomyśl o tych wszystkich cudach naukowo nie do potwierdzenia, cofających się chorobach i o dzisiejszej medycynie co nie może wytłumaczyć, o tym że jest realna możliwość „oszukiwania rzeczywistości”, tylko z tego względu że jest ona złudzeniem. Wiara może czynić cuda i je czyni, ona jest głównym twórcą tego świata i to ona jest w stanie zmieniać tą iluzję. 

To teraz tak króciutko już o tym wszystkim w podsumowaniu:

Świat jest iluzją, co ciągnie za sobą nieskończone możliwości. Odpowiednio formowane akty wiary, mogą przyczynić się do zmiany rzeczywistości i przebiegu procesów zachodzących na Świecie. Kto wie czy zwycięstwo z ciężką chorobą nie jest niczym innym jak egzaminem wiary. Wiele się mówi i mocy pozytywnego myślenia i potędze podświadomości, ale czy kiedykolwiek zastanawiałeś/łaś się nad tym skąd to wszystko się bierze? Na to pytanie mam nadzieję odpowiedziałem dość klarownie w tym wpisie. Czy ten świat się skończy? Dla nas na pewno, czy jest on wielorazówką i co jakiś czas przychodzi tu armagedon, czy też jest wielowymiarowy i nigdy nie zabraknie na nim miejsca dla dusz? Bo przecież scenariusze są napisane, jaki to problem by wykorzystywać je wielokrotnie? 

Wolne bazgroły.

Mam sobie za złe że piszę po tak długiej przerwie, fakt faktem miałem sporo zajęć innych i blog musiał zejść na boczny tor. Swoją drogą jeszcze się nie przedstawiłem, Mam na imię Kewin, to tyle na tą chwilę z mojego rysopisu, zdradzę tylko jeszcze że jestem stosunkowo młodym człowiekiem, ale jakoś mi to nie przeszkadza. Poruszałem już tutaj temat wyboru inkarnacji, tego że dusza dobiera sobie człowieka, nie dopisałem że jest się tam świadomym po części tego, jakim człowiekiem jest nasza matka, ojca tam się nie wybiera, widać mamy tylko jednego i kropka. Tak więc dziś na początku, chcę poruszyć temat śmierci, jej odczuwania i tego co ona przynosi. Opierał się tu będę głównie na „snach” dotyczących umierania, oraz opowieściach o śmierci klinicznej, tak zwyczajnie, sam tego nie przeżyłem, nie  i nie mam zamiaru. Trzeba potraktować ten temat z dużo ostrożnością i nieufnością, nie wiadomo czy ludzie kierowali się wyznaniami innych, czy też spotkało ich to na prawdę, jednak tunel jak i osoba znajdująca się na jego końcu, odpowiadają temu co zamieścił w swojej książce M. Newton pod tytułem „Wędrówka Dusz”, jak to wszystko interpretować? Szczerze sam dobrze wiesz że przejście między śmiercią a narodzinami jest dokładnie wyczyszczony z nasze pamięci i nie ma mowy byśmy mogli sobie tak o przypomnieć co się tam działo 5 tysięcy lat temu, nie ma takiej opcji i dobrze, punkt dla nas że możemy być dziećmi i mieć czyste konto. Pozostaje kwestia czy wierzysz w inkarnację, oraz tego czy choć tli się tam w Tobie płomyczek wiary w to co tu piszę, no ale to już nie moja sprawa ;-). Dobrze więc są na świecie osoby które pamiętają swoje poprzednie wcielenia, chodzi mi choćby o chłopaka który w wieku 2 lat dokładnie opisywał znajdujący się dom na wyspie w Szkocji, co tam robił, z kim się bawił i jak umarł. Link zamieszczę na końcu, tak by jakoś pokryć swoje słowa dowodem. Naturalnie w filmie ukazuje się błąd w opowieści dziecka, ale kto powiedział ze nie pamięta jeszcze jednego wcielenia wstecz? Idźmy dalej, w filmie 4 letnie dzieciak mówi że zaraz po tym jak wpadł do dziury znalazł się w innej rodzinie, tak więc widzimy oddzielność obydwóch światów, z tym że jest to tylko jednostronna oddzielność. Wszystko działa jak lustro weneckie, oni wiedzą wszystko, my tutaj praktycznie nic. Teraz idźmy dalej ale z innej strony, Soem jest widziany przez odpowiedzialne za to byty, które żyją gdzieś pomiędzy „Niebem a Ziemią”, tak więc stanowią kolejną płaszczyznę która odpowiada za nadzór inkarnujących. O co mi tutaj chodzi? O odbicie lustrzane i symetrię względem naszej perspektywy. Gdzie znajduje się dusza zaraz po opuszczeniu ciała, a na moment przed wejściem do „jasnego tunelu”? no właśnie w tej pół drodze, ani tu ani tam, ani z tunelu-drzwiach. Symetria istnieje między Ziemią-sceną teatralną a Pół światem- świat po opadnięciu kurtyny, dającym duszą szansę na pożegnanie się z żywymi… komu nigdy nie spadła szklanka z szafki lub coś złapało za klamkę, niech pierwszy mnie obrzuci błotem… a Niebem, Rajem, czy jak to sobie kto nazywa, ja to nazwę zapleczem, a Soemem- Tym co widzi widz, pół światem nadzorujących, będącym sceną, a miejscem gdzie idziemy po śmierci (tak ogólnie) czyli miastem w którym jest ten teatr. Pozostaje kwestia tego co jest między Soemem a Ziemią? Przecież to jedno i to samo! Nie nie tak do końca, Soem to płyta winylowa, a świat to jej melodia, co jest między tymi dwoma istotami? Ktoś kto jest między Mną a Mną, a tylko jedno może być tak blisko mnie 😉

Spirala rozwojowa cz.2

No dobrze trzeba kontynuować temat spirali. Od dziś mam trochę czasu na pisanie tutaj, priorytety się zmieniły. Tak więc, ostatnio opisywałem zgrubnie temat spirali, jak ona funkcjonuje, teraz, gdy już wiemy czym jest spirala, możemy przejść do tematu interakcji między spiralami. Są one w grupach, blisko siebie, nie są poukładane, raczej chaotycznie rozrzucone w swoich okolicach, są dynamiczne, ciągle dryfują. Dochodzi między nimi do przecięć, stanowiących zapis wspólnej inkarnacji, tego typu zdarzenie sprawia że spirale łączą się w tym punkcie na stałe. Do tego typu połączeń dochodzi stale, bez względu na różnice między zaawansowaniem spiral, wszystko jest umowne. Cała ta społeczność jednej grupy składającej się z ok 20 dusz przypomina wyglądem strzępki jakiejś gąbki. To jest Skala Stopnia II(SSII)  tak więc grupa dusz (analogicznie jedna spirala to SSI). Grupy dusz, stanowiące swoiste rodziny są niczym zawieszone w próżni, swobodnie przenikają inne… coś jak rzęsa na spokojnej wodzie popychana delikatnie wiatrem. Tak więc kontakt jednej grupy z drugą daje nam przecięcia (bez powiązań), co skutkuje wymianami w inkarnacjach, co wpływa pozytywnie na rozwój jednych i drugich, swoista wymiana danych- wspólne warsztaty. Jest to SSIII. Teraz mamy do czynienia z niewyobrażalną liczbą grup stanowiących całą rzekę, swobodny dryf sprawia że, SSIII się rozszerza lecz, jednak nie można zapomnieć że dusze w tym miejscu są jedynie na jakiś czas, tak więc grupy obrzeżne przechodzą dalej znikając, ostatni przedstawiciele danej grupy zajmują miejsce innej odchodzącej szybciej z sąsiedniej grupy dusz. W ten sposób zapobiega ona pozostaniu samą w inkarnacji, choć i takie przypadki mogą się trafić.

Powstałą społeczność nazwijmy Seomem, Zauważyć można podobieństwo do mgławic gwiezdnych, chodzi o koloryt, cały układ tego powstałego tworu, nic innego nie przychodzi na myśl, a najlepiej to obrazuje mgławica przedstawiona na tym zdjęciu.

Pamiętać trzeba że Soem jest obrazem naszego świata, z perspektywy naszej działalności na nim, doświadczeń, zaawansowania dusz i barwy w nim zawarte poczynając od bieli w centrum, przez całą paletę kolorów, wraz z rozwojem duszy, aż do czerni, która wynika z faktu iż dusza opuściła już ten poziom i zaprzestała reinkarnować. Czarne spirale tworzą zewnętrzną warstwę dającą złudzenie tła. Tak więc Soem nie stanowi jednoznacznie naszego świata, ani także świata po drugiej stronie, jest on czymś na wzór wskaźnika, pozwalającego obserwować nasze postępy, zarówno osobnicze, grupowe jak i całej populacji, bytom ku temu powołanym.